Niemcy, Polska i Francja osiągnęły porozumienie w sprawie utworzenia wspólnej grupy bojowej. Będzie to rezerwa strategiczna Unii Europejskiej, a gotowa ma być do udziału w sytuacjach kryzysowych przed 2013 rokiem.
„Powinniśmy posiadać narzędzie militarne, aby w przypadku konieczności szybko zareagować na sytuację kryzysową”, - w ten sposób utworzenie 1700-osobowej grupy wojskowych wytłumaczył polski przedstawiciel w komitecie wojskowym NATO i w Unii Europejskiej generał brygad Janusz Bojarski. Właśnie Polska będzie dowodzić grupą. Ona też zapewni większą część składu osobowego, a także batalion zmechanizowany. W gestii Francji będzie się znajdować opieka lekarska, a Niemiec – wsparcie materiałowo-techniczne”.
Ośrodek dowodzenia grupą bojową będzie się znajdować na przedmieściu Paryża. „Chociaż wszystkie działania zamierza się koordynować z kierownictwem NATO, będzie to mimo wszystko właśnie europejska struktura wojskowa”, – podkreśla dyrektor Centrum Rosji i Niemiec Aleksander Rahr:
„10 lat temu w Europie zapadła pryncypialna decyzja w sprawie utworzenia przez Unię Europejską zdatnej do walki armii europejskiej. Jednak te plany zostały nie zrealizowane, gdyż nie wszystkie kraje unijne okazały się gotowe do finansowania założenia takiej armii czy uczestniczenia w niej w praktyce. Ponadto Amerykanom też nie spodobało się to, że Europejczycy podejmują próby utworzenia własnej armii obok NATO. Dlatego koncepcja ta poniosła fiasko. Europejczycy jednak zdają sobie sprawę z tego, że polegać wiecznie na obronę ze strony Amerykanów i NATO w przyszłości będzie zadaniem coraz trudniejszym. Wobec tego, jeśli nie sposób osiągnąć porozumienia w sprawie utworzenia wspólnej armii europejskiej, należy zakładać jednostki z tych krajów, które są do tego gotowe. Francuzi i Niemcy już od 15 lat mają wspólne wojska. Teraz powstają nowe zgrupowania”.
Grupy bojowe sił szybkiego reagowania Unii Europejskiej tradycyjnie są kształtowane przez kilka krajów. Zadanie polega na gotowości do przystąpienia w ciągu 5-10 dni do działań w sytuacji kryzysowej w każdym punkcie świata. Sami Europejczycy mówią w pierwszej kolejności o prawdopodobieństwie zapobiegania konfliktom i o funkcjach pokojowych. Jednak tkwi w tym pewna obłuda. Wicedyrektor moskiewskiego Instytutu Gospodarki Światowej i Stosunków Międzynarodowych Rosyjskiej Akademii Nauk Władimir Baranowski zaznacza
„Wszelkie przygotowania militarne w zasadzie mogą być potraktowane jako swego rodzaju wkład w wyścig zbrojeń. Oczywiście ci, którzy prowadzą podobne wojskowe przygotowania, uzasadniają je, powołując się na zupełnie inne względy, polegające na zapewnianiu bezpieczeństwa własnego czy międzynarodowego. W przypadku działalności w ramach Unii Europejskiej jest to próba utworzenia mechanizmów, które pozwoliłyby Unii Europejskiej na udział w tym, co nazywane jest uregulowywaniem konfliktów”.
Co jest „uregulowywaniem konfliktów” w ujęciu Zachodu w dobie obecnej dobrze widać na przykładzie Libii. Obecnie na świecie prowadzona jest walka o kontrolę nad zasobami naturalnymi. Jeśli władza w pewnym kraju, dysponującym takimi zasobami, jest osłabiona – starczy nieduża uzbrojona grupa. Oto co powiedział pierwszy wiceprezydent Akademii Problemów Geopolitycznych, doktor habilitowany wojskowości Konstantin:
„1500 żołnierzy stanowią nieduży kontyngent. Dla stabilnego i spokojnego państwa to żadne zagrożenie. Jednakże jeśli w kraju wstępnie zorganizowano jakąś „kolorową” rewolucję, czy coś podobnego, to takie siły są w pełni wystarczające dla przekazania władzy na ręce pożądanego reżimu, czy też dla utrzymania steru władzy w rękach takiego reżimu”.
Komentując utworzenie tego zgrupowania bojowego, ambasador Rzeczypospolitej Poslkiej w Rosji Wojciech Zajączkowski nie ukrywał, że miejscem jego zastosowania może się stać region bliskowschodni czy też kraje Afryki Północnej.
Please rate: